Warunkiem dobrego rozwoju systemu fonetyczno-fonologicznego jest prawidłowy rozwój funkcji psychicznych jakimi są funkcje komunikacyjne, funkcji wzrokowych i słuchowych, rozwój psychoruchowy, brak wad anatomicznych w obrębie zgryzu oraz fundamentalnych funkcji biologicznych – pokarmowo-połykowych i oddechowych, względem artykulacji wcześniejszych1. Do trzeciego roku życia w logopedii mówić możemy jeszcze o kształtowaniu mowy, po tym czasie logopeda może już tylko mowę korygować, a wraz z nią różnego rodzaju dysfunkcje, także w obrębie funkcji pokarmowych i oddechowych. Bez poprawienia tych ostatnich nie skoryguje bowiem specjalista wady wymowy, a to właśnie z korekcją wad artykulacyjnych logopeda kojarzony jest niestety przede wszystkim i tego się wciąż w potocznym rozumieniu od niego głównie oczekuje. Tymczasem pole do działania logopeda ma już na bardzo wczesnym etapie rozwoju dziecka, mowa wyrasta bowiem z funkcji biologicznych i jest w nie uwikłana (…)2. Już spotkanie z 2-godzinnym noworodkiem daje logopedzie szereg informacji o przygotowaniu dziecka do rozwoju mowy. Pod warunkiem oczywiście, że logopeda wie na co zwracać uwagę i że będzie potrafił wnikliwie ocenić te pierwsze „komunikaty” dziecka. Właściwe odczytanie i zinterpretowanie zebranych faktów o funkcjonowaniu noworodka to szansa na prawidłowy rozwój mowy – w nie tak znów dalekiej przyszłości – rozwój mowy małego dziecka. Pierwszymi informacjami są dla logopedy odruchy z głównych punktów twarzy. Obecność tychże odruchów pozwala ocenić gotowość do podjęcia funkcji pokarmowych, ocenić możliwości utrzymania właściwego toru oddechowego, a w konsekwencji dostarczyć informacji o rozwoju późniejszej względem funkcji fizjologicznych, artykulacji. Badając noworodka (najwcześniej 2 godziny po urodzeniu), logopeda jest w stanie ocenić: a) poziom dojrzałości jego funkcji pokarmowych, które warunkują także jego przedjęzykowe zachowania pseudoartykulacyjne, b) synchronizację oddychania i fonacji (oraz jej siłę) istotną dla produkcji naturalnych ciągów fonicznych, c) siłę mięśni artykulacyjnych, d) tor oddychania ważny dla rozwoju funkcji oddechowo-połykowych, e) poziom wrażliwości twarzy na dotyk (szczególnie wygórowany u dzieci z porodów cięciem cesarskim i uszkodzonym o.u.n.), f) reakcje na bodźce akustyczne, g) anatomiczne i funkcjonalne przygotowanie do czynności artykulacyjnych3. Mając świadomość tych uwarunkowań logopeda na każdym etapie może włączać działania profilaktyczne i wprowadzać usprawnienia (masaż logopedyczny, ćwiczenia bierne, z czasem zabawy w naśladowanie, ćwiczenia w naprzemienności, parskanie, kląskanie itp.), a dziecko powinno pozostać pod opieką logopedy do zakończenia tzw. wrażliwych okresów dla rozwoju mowy4. Nieczęsto jednak dziecko zaraz po urodzeniu trafia do logopedy, bywa, że nie trafi doń także i pod koniec okresu niemowlęcego. Może się okazać, że do specjalisty trafi dopiero w 2. czy nawet 3. roku życia, kiedy wkracza w okres najpierw wyrazu, a potem zdania. Wtedy zazwyczaj ma już szereg dysfunkcji, z którymi logopeda musi się zmierzyć, a opiekunom coraz trudniej jest z nimi pracować, ćwiczyć. Dysfunkcje te mają zazwyczaj długą historię rozwoju5, a dotyczyć mogą oddychania, połykania, układania, wokalizacji, napięcia mięśniowego, przetrwałych i niewygaszonych odruchów, a nierzadko też historii prenatalnej, obciążeń okołoporodowych czy dysfunkcji narządu słuchu i wzroku. To nimi należy się zająć w pierwszej kolejności, by w którymś momencie móc zajmować się stricte artykulacją. Fascynujące jest to, jak bardzo to wczesne przygotowanie lub niestety, częściej jego brak „odbija się czkawką” w okresie późniejszym. Frustruje zaś to, że wiedza dotycząca np. znaczenia prawidłowo realizowanych funkcji oddechowych czy połykowych choć zdawałoby się na wyciągnięcie ręki, wciąż jest niedostatecznie popularyzowana lub po prostu bagatelizowana. Skutki zaniedbań są zaś na każdym etapie rozwoju trudne do wyeliminowania, a terapia wymaga dużego zaangażowania rodziców. Im dalej w rozwoju psychoruchowym czy rozwoju mowy tym większych nakładów czasu, pomysłowości, determinacji, także samoświadomości rodziców wymaga terapia. Dużo prościej byłoby np. w porę wprowadzić masaże czy ćwiczenia bierne, odpowiednią czapeczkę podtrzymującą żuchwę, podjąć próbę utrzymania karmienia naturalnego do końca pierwszego roku życia z pomocą nie tylko doradcy laktacyjnego, ale przede wszystkim z pomocą świadomego neurologopedy niż potem ponosić koszty emocjonalne i finansowe adenotomii, borykać się z międzyzębową artykulacją, prowadzić „walkę o wiecznie otwartą buzię”, oduczać mlaskania… Dzieci jednak bardzo często właśnie z takim „arsenałem” nieprawidłowości wchodzą w kolejne etapy rozwojowe.
- Osuch W., Rozwój mowy i języka dziecka od dwunastego do trzydziestego szóstego miesiąca życia, wykłady w SWPS, kwiecień 2018, Warszawa.
- Ibidem, s. 10.
- Stecko E., Zapiski z pracy logopedy, 2012, s. 58-59.
- Ibidem, s. 59.
- Stecko E., Fizjologiczne uwarunkowania rozwoju mowy, wykłady w SWPS, listopad 2017, Warszawa.